Prawdopodobnie przedstawione poniżej poglądy będą dla wielu kontrowersyjne. Pozwalam sobie jednak na prezentowanie ich mając nadzieję, że wywołają jakiś odzew. Postrzeganie pewnych spraw jest wynikiem profilu mojej pracy obejmującego przede wszystkim leczenie zwierząt dotkniętych chorobą nowotworową.


Porozumienie opiekuna zwierzęcia i lekarza weterynarii 

Rozpoznanie procesu nowotworowego budzi we właścicielach zwierząt (lepiej zapewne byłoby używać terminu „opiekunach”) negatywne emocje. Zazwyczaj są one wynikiem ekstrapolowania doświadczeń z onkologii człowieka bądź krążących w społeczeństwie stereotypów myślowych odnoszących się do choroby nowotworowej. Opiekunowie instynktownie boją się rozpoznania choroby nowotworowej, a jeszcze częściej popadają w pewnego rodzaju rezygnację. Niejednokrotnie spotykam się z pytaniem o eutanazję zwierzęcia już przy rozpoznaniu niewielkich rozmiarów guza nowotworowego chociażby gruczołu mlekowego suki czy kotki. Takie pytanie jest oczywiście nieporozumieniem i wynika z nieznajomości tematu.
W większości przypadków proces nowotworowy jest chorobą wyleczalną. Pierwszym zagadnieniem, którym należy się zająć jest stan umysłu właściciela/opiekuna po rozpoznaniu choroby nowotworowej. Kluczowe znaczenie ma zrozumienie przez właściciela istoty choroby, oraz zapoznanie go z możliwościami leczniczymih, przewidywanym przebiegiem procesu chorobowego, rokowaniem w zakresie jakości i długości życia (pomocne są tu pojęcia mediany czasu przeżycia, mediany czasu wolnego od objawów chorobowych, mediany czasu trwania remisji). Ponieważ ocena możliwości całkowitego wyleczenia zwierzęcia wymaga obserwacji prowadzonych przez długi okres po leczeniu, stąd trudno jest bardzo często odpowiedzieć właścicielowi na pytanie o szanse zupełnego powrotu do zdrowia. W większości przypadków odpowiedź na tak postawione pytanie przekracza nasze możliwości z uwagi na mnogość zmiennych, a przede wszystkim brak w medycynie weterynaryjnej jasno określonych standardów postępowania z określoną chorobą nowotworową w danym stadium zaawansowania klinicznego. Z tego wynika z kolei niewielka ilość danych statystycznych mogących stanowić informację dla właściciela. Oczywiście komunikację na linii lekarz-właściciel należy dostosować do poziomu percepcji opiekuna, bardzo często pierwsza wizyta nie jest dobrym czasem na wymaganie od niego podjęcia decyzji. Właścicielowi zwierzęcia należy pozostawić czas na przemyślenie przekazanych przez lekarza informacji. Jeśli ilość informacji jest duża, są one dla właściciela ‘oszałamiające’. Pomocne jest zanotowanie najistotniejszych punktów spotkania i przekazanie notatek opiekunowi zwierzęcia.

Zdecydowanie lepszy kontakt z opiekunem nawiązuję, jeśli staram się wejść w rolę „przyjaciela” zwierzęcia, a nie tylko pozostać „ekspertem”. Nasza praca jest na tyle stresująca, że zdecydowanie „zdrowiej” dla nas jest zachowywać stale dystans, ale jak to się odbija na komunikacji z opiekunem? Może być to przyczyna postrzegania nas jako "bezdusznymi", ale jednocześnie powoduje, że patrzymy na problem zwierzęcia bardziej racjonalnie. To najprawdopodobniej pozywtyne. Należałoby jeszcze zapytać o to opiekunów zwierząt.   



Rola lekarza weterynarii?

Lekarz weterynarii będąc osobą, która otrzymała podczas studiów pewną dozę informacji naukowych powinien postrzegać te problemy w sposób racjonalny opierając się na przesłankach naukowych.

Przekazanie opiekunowi istotnych dla niego informacji wymaga oczywiście sporej wiedzy. Ponieważ decyzja co do sposobu leczenia, czy w ogóle podjęcia leczenia, zależy zawsze od opiekuna zwierzęcia, kluczowe znaczenie ma dostarczenie mu wiedzy, która pozwoli na podjęcie najbardziej odpowiedniego wyboru. Przekazywane informacje muszą opierać się na dowodach naukowych i nie powinny uwzględniać stereotypów myślowych.



Wartość życia zwierzęcia?

Niezwykle ważną rzeczą jest uświadomienie właścicielowi różnicy w postrzeganiu własnej sytuacji przez człowieka i zwierzę. Zapewne odróżnia nas od zwierząt rozumowa zdolność do organizacji tego co zostało pomyślane, innymi słowy zdolność abstrakcyjnego myślenia, tworzenia systemów myślowych. Z tym wiąże się nieco prostsza chyba sytuacja w postrzeganiu wartości życia z punktu widzenia człowieka i zwierzęcia. Nie chcę wdawać się w rozważania filozoficzne czy teologiczne, jednak praca lekarza stawia przed nami niekiedy pytania zasadnicze. Czy, na przykład, ból jest odczuwany przez zwierzęta i ludzi tak samo? Z punktu widzenia fizjologii tak. Ale z punktu widzenia psychiki już nie. Zwierzętom nie są przynależne zdolności złożonej analizy zmiennych dla przewidywania przyszłości. Dlatego zapewne podejmowanie decyzji w onkologii weterynaryjnej z tego punktu widzenia jest prostsze. Pozostaje tutaj problem komunikacji z pacjentem. Jak ocenić jego stan, a raczej dobrostan, innymi słowy komfort  życia?    

W medycynie człowieka wartością samą w sobie jest życie ludzkie, utrzymanie tego życia. Trwa oczywiście nad tym dyskusja, problem jest niezwykle złożony. Daleko prostsza sytuacja jest w medycynie weterynaryjnej. Zwierzęta, tak się wydaje, nie rozważają swojej przyszłości, stąd podstawowe znaczenie ma dla nich świadomość poziomu życia „tu i teraz”, brak negatywnych, a obecność pozytywnych odczuć w chwili obecnej, teraźniejszości. Z tego bezpośrednio wynika zadanie lekarza weterynarii – zapewnienie zwierzęciu odpowiednio wysokiego poziomu życia, umożliwienie zwierzęciu odczuwania życia jako „przyjemnego”. Jeśli tylko można zapewnić życie komfortowe, leczenie warte jest prowadzenia. W tym kontekście mówienie o bezcelowości leczenia, ponieważ zwierzę i tak umrze jest bez sensu. Będąc konsekwentnym można tak powiedzieć o końcu każdego z nas !

Oczywiście pozostaje jeszcze aspekt ekonomiczny, ale szczęśliwie odgrywa on i będzie z pewnością odgrywał coraz mniejszą rolę medycynie zwierząt towarzyszących.

Zależy to rzecz jasna także od postrzegania zwierzęcia przez opiekuna i lekarza weterynarii. I my i zwierzęta jesteśmy częściami tego samego systemu. Czy równoważnymi częściami, czy mamy prawo decydować o losie innych gatunków, jakie prawa przysługują zwierzętom? 



Kiedy powiedzieć dość?

Z powyższych rozważań wynika dość prosta recepta na określenie zakresu sensownych, usprawiedliwionych działań leczniczych. Leczenie jest nieusprawiedliwione, jeśli nie zapewnia pacjentowi komfortowej teraźniejszości. Pojęcie komfortu chorowania jest oczywiście nie najlepiej brzmiące, ale dobrze oddaje sens myśli. Zawsze zawieram z opiekunem zwierzęcia swego rodzaju umowę. Określamy czynności, które zwierzę powinno móc wykonywać, np. wychodzić na spacer, cieszyć się z przyjścia właściciela, jeść. W gruncie rzeczy chodzi o czerpanie przyjemności z życia. Bardziej skomplikowane odczuwanie cierpienia należy zarezerwować człowiekowi pozwalając mu znajdować w nim głębszy sens...

Dlatego jeśli nie jestem w stanie osiągnąć podniesienia poziomu życia zwierzęcia, nie podejmuję leczenia bądź je przerywam. Samo leczenie nie może być bardziej dolegliwe, aniżeli choroba nowotworowa.

Przedłużenie życia zwierzęcia jest celem absolutnie drugorzędnym, dodatkowym. 



Można żyć z chorobą nowotworową



W większości przypadków proces nowotworowy jest chorobą wyleczalną. Najlepsze efekty daje zazwyczaj połączenie różnych metod leczniczych. Na opiekunie zwierzęcia ciąży obowiązek podjęcia decyzji. Pewną metodą jest wyłączenie emocji własnych opiekuna i próba postawienia się w sytuacji zwierzęcia. Jest to może antropomorfizowanie zwierząt, ale pozwala właścicielom na nabranie dystansu do własnych uprzedzeń, ograniczeń. Prostym przykładem jest problem amputacji kończyn u psów z nowotworami kości. Większość właścicieli nie potrafi wyobrazić sobie swojego zwierzęcia bez kończyny, podczas gdy psy bardzo dobrze tolerują ten zabieg, o ile  niezakwalifikowane do leczenia operacyjnego zostają zwierzęta z chorobami dodatkowymi. We wszystkich prowadzonych przeze mnie przypadkach, pacjenci dobrze radzili sobie bez kończyny, co więcej, ich stan ogólny poprawiał się znacząco po amputacji dzięki usunięciu źródła bólu.



Rozpoznania choroby nowotworowej nie można traktować jak swego rodzaju wyroku. Rolą lekarza jest zapewnić zwierzęciu opiekę i leczenie, w takiej właśnie kolejności, nie odwrotnej. 


Autor: dr n. wet. Dariusz Jagielski